niedziela, 23 czerwca 2013

Po Kupalnej Nocy


    Są rzeczy, których nie da się oddać ciągłym, prostym tekstem. Czasem się próbuje, jednak to jest z góry pozbawione sensu. Problem ten starałem się zaznaczyć w jednym z poprzednich postów. Dziś jednak nie będę tej sprawy roztrząsał. Wszyscy Rodzimowiercy obchodzili dopiero co Noc Kupały – Święto Wody i Ognia. Obchodzili tak czy inaczej – nie ważne. Jestem pewien, że każdy na swój sposób oddał tej Nocy należyty hołd Bogom, Duchom i Przodkom :) Dlaczego o tym piszę? Otóż jak każdy czas świąteczny, tak i ta Noc ma pewną refleksyjną moc. Myśli wędrują nieco innymi torami. Dlatego też postanowiłem jako podsumowanie tejże wspaniałej Nocy przekazać wam garść poezji. Nie będę się rozpisywał na ich temat – wiersze albo obronią się same, albo w ogóle ;) Ich ocenę pozostawiam wam, Czytelnicy. Sława Bogom, Sława Duchom, Sława Przodkom!


Wołchw Witomysł

Ballada o Arkonie

Gdy słońce wzeszło
Nad arkońskie dachy
Promieniami ozłociło
Żywot Ojców naszych!

Zbierały zioła – kobiet kwiat
By pleść świąteczne wianki
Ich uśmiech rozpromieniał życie
Tak wielu ze słowiańskich mężów.

Fala o brzeg rozbiła się
Zaś w grodzie fletów granie
I szczęścia pełen dźwięczny śpiew
Radość wolnych ludzi!

I żerca stary, mądry tak
W spokoju strzeże świętości
By spokój też w grodzie był
I ludziom przychylność Bogów!

Mężowie radośnie kuli stal
I w drewnie pięknie rzeźbili
By radość nieść ludziom tym
W słowiańskiej, wolnej ziemi.

Znów fala uderzyła w brzeg
Słychać pieśniarza opowieść
I lud radosny wolny tak
W spokojnym mieszka grodzie!

Wtem wróż przemówił smutny
A łza po twarzy płynie
„Nadchodzi ogień a z nim stal
By ukraść nasze życie!”

Zapłakał lud
Cień trwogi przesłonił niebo
Ze łzami w oczach ostrzyli stal
By bronić arkońskich brzegów!

I uderzyła fala w brzeg
Pełna jest gniewem Bogów!
Nad horyzontem wzbiera deszcz!
Burzy gniewna zasłona!

Ten gniew rozpalił serca im
Wojom mężnym i młodym
Na włóczni zaciśnięta dłoń
Tarcza gotowa pójść w drzazgi!

I wróg pojawił oto się
By spalić arkońskie domy
Zaś w sercach trwoga i walki chęć
By bronić ziemi Bogów!

A żerca nie okłamał ich
Poznali bezwzględność wroga
Że przyszedł oby ogniem im
Nadać obcą wiarę!

Lecz nie ulękli oni się
Kwiat ten słowiańskich wojów
„Nikt nie odbierze nam
Prastarej Ojców wiary!”

I nadszedł czas!
Wróg już u bram czeka!
„I choćbyśmy mieli zginąć
Nigdy się nie poddamy!”

Wtem wyszło słońce
Bogowie spojrzeli smutni
Tak dumni ze swoich dzieci
Które nigdy się nie ugną!

Zginął kwiat wojowników
Sława im po wieczny czas!
Chociaż się nie poddali
Wróg był niczym bestie…

Spłonęły mury
Spłonęły Ojców domy!
Nie zapomnimy
Stara wiara żyje w naszych sercach!

Sława wojom!
Sława Ojcom naszym!
Nie zapomnimy
Zapomnieć nam nie wolno!



Duch

Opowieść niósł nam wiatr

By w sercach przebudzić uśpione

Odrodzić prastary blask

Milczeniem wyniesione pod niebiosów sklepienia

Spokojem kołysane
Jak drzew starych korony

W szumie starego lasu
Pośród drzew prastarej zadumy
Wciąż żywe to co w sercach zastygłe
Jako jantar
Jako jantar!

I idzie z tych lasów, nadciąga
Idzie żeby przypomnieć
W powiewie tym za duchów dotknięciem
Serca nam pałają płomieniem
I nie jest martwym to co zasnęło
I nie jest martwym to co powróci!

Piękno legend przy ogniach słuchanych
Potęga Bogów natury

Piękno lasów nieśmiertelnych
Potęga wiary Ojców
W lasach strażnicy tej wiary
A w sercach płomień Swaroży!

I płomień ten 
Siłą dusz naszych wzmagany
Nie zagaśnie
Zagasnąć mu nie pozwólmy
Zagasnąć mu nie dajmy!





Prośba

Wielki Boże
W Świata cztery strony patrzący
Nie pozwól swym dzieciom upadać
Dobry Panie
W czterech twarzach mądrości
Prawdę nam dajesz!

Bogowie!
Sława wam za siłę!
Sława wam za moc, która żyć nam pozwala!

Więc bądźmy plemieniem jednym,
Rozbić się nie pozwólmy
Bądźmy jak las jeden,
Prastary, wszechmocny.
Nie dajmy strącić słońca stanic
Nie dajmy ranić Bogów!

I niechaj każdy ma dla Boga swego imię!
Dla niego do pojęcia!
I niechaj nikt krzywdzon nie będzie
Z imienia innych Bogów i ziem innych!

A my,
Nie poddajmy się!
Nasze plemię silnym niech będzie!
Zawierzyć nam trzeba słowom żerców i wołchwów!
I nie oddać serc naszych!




Tęsknota

Ten dąb stary
Koroną wśród chmur tkwi zamyślony
Zaś korzeniami sięgnął Podziemi
Pełen on –
Pełen naszej pamięci…!

Pełen żalu za czasem minionym
I tęsknoty…
Do dni szczęścia i nocy spokojnych
Do lasów nie zmiażdżonych miastami
Do bohaterskich czasów opowieści pieśniarza…

Ten ogień co płonie świętością
Ten strumień płynący swobodnie
Powietrze pachnące wolnością
I ziemia co nie zna zniewolenia

Ta szeptanka stara
Mądrością sięgająca daleko
A wzrokiem wykraczająca za mgłę
Pełna jest ona –
Wiedzą Dziadów szacownych…!

I smutku jakiegoś pełna
Tęsknoty…
Bo spojrzeć by chciała jak ludzie
Znów cześć oddają duchom, co z nią idą
I Bogom, co jej strzegą

Ten ogień co płonie świętością
Ten strumień płynący swobodnie
Powietrze pachnące wolnością
I ziemia co nie zna zniewolenia


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz